czwartek, 2 listopada 2017

Lżejsza o 1,8 k

Witam Was w czwartkowe przedpołudnie.

Dzisiaj wpis z tytułu - jak się nie dać nabić w butelkę. Tekst miałam przygotowany od prawie miesiąca, ale czekałam, aż wygaśnie moja umowa i nie będę związana z tym czymś. Miałam go nawet nie publikować, ale sytuacja z wtorkowego popołudnia przepełniła szalę goryczy.

Jak pewnie wiecie od zawsze walczę z nadwagą. Zaburzenia hormonalne, siedzący tryb życia, więc gdy zobaczyłam w skrzynce na listy ulotkę nowo otwieranego klubu fitness tylko dla kobiet byłam zachwycona.

W pierwszej wolnej chwili pobiegłam w miejsce, gdzie miało się mieścić owe "cudo". Kiedyś była tam przychodnia zdrowia dla dzieci - miejsce doskonale  mi znane. Wszystko fajnie. Zaglądam do środka, sprzęt jeszcze ofoliowany, a otwarcie klubu za dwa miesiące.

Oczywiście zanim się zdążę dobrze rozejrzeć dopada mnie sympatyczna blondynka - nazwijmy ją Anna. Zachęca mnie do rozmowy, po analizie problemu pokazuje poszczególne urządzenia, tłumacząc które grupy mięśniowe są angażowane. Super - trening ma zajmować tylko 30 minut.
Dla kogoś takiego jak ja - idealnie. Zaraz potem siadamy przy stoliku i Anna zabiera się za wypełnianie i tłumaczenie umowy.

Pierwszy problem pojawia się w momencie, gdy p. Anna domaga się zapłaty wpisowego teraz już natychmiast. Oczywiście nie jestem przygotowana na tą opłatę ( 70 zł opłaty administracyjnej w ramach której otrzymuje się plastikową kartę do odbijania wejść). Jestem zobowiązana do uregulowania tej należności jak najszybciej, bo przecież jest tyle osób chętnych, że ta cena za chwilę ulegnie zmianie.

Drugi problem to czas trwania umowy. Umowy są podpisywane na rok. Nie ma innej opcji. Miesięczna opłata to 139 zł. 12x139 = 1668 zł. Wtedy wydawało mi się być idealną sprawą, bo
z moją motywacją kiepsko, a że nie lubię marnować pieniędzy to wydanie kasy będzie dawało kopa.

Trzeci problem to tak zwana koncepcja żywieniowa - obiecywana przez Annę wsparcie miało być wprowadzone po 6 tygodniach od rozpoczęcia współpracy. Było po prawie 6 miesiącach i polegała na tym, że rozpoczynało się to wieczorkiem żywieniowym, który odbywał się o godzinie albo 12.30 albo 20. Bez uczestnictwa w spotkaniu nie można było wystartować z koncepcją. Jak się dowiedziałam we wtorek - to koncepcja żywieniowa była jedyną szansą na utratę kilogramów.

Czwarty problem to niedostosowanie klubu do klientki. Za cenę 139 zł miesięcznie klub był otwarty w godzinach 9-12 i 14-19(15-20) Niestety godziny również nie były stałe i w ciągu roku zmieniły się chyba 5 razy. Czy to normalne ? Czy osoby, które pracują mają co 2-3 miesiące zmieniane godziny pracy? We wrześniu byłam tylko kilka razy, a w październiku w ogóle.
Dlaczego ? Bo godziny mi nie pasowały.

Piąty problem to ciągła rotacja trenerów. Kiedy przychodziłam na trening, nigdy nie wiedziałam na kogo trafię. Za każdym razem ćwiczenia na stacjach przejściowych były pokazywane inaczej, co nie raz doprowadzało do drobnych urazów.

Szósty problem to brak efektów. W ciągu roku treningu schudłam niecałe 4 kilogramy. Zgoda.. nie korzystałam z koncepcji, więc .. trudno. Najlepsze było to, że kiedy rozwiązałam umowę droga p.Anna zadzwoniła do mnie i usłyszałam od niej, że nie schudłam bo nie korzystałam z koncepcji i nie chodziłam regularnie. Reakcja na moje kontrargumenty była zerowa, bo przecież one nie mają nic sobie do zarzucenia.

Tak więc, jeżeli chcecie uzyskać trwałą utratę wagi, to proszę was unikajcie pewnej sieciówki,co to obiecuje minus 4 kg w miesiąc. To jest dno. Nigdy w życiu tam nie wrócę i pragnę Was wszystkich ostrzec przez tym pseudoklubem.

Więcej info o klubie w wiadomościach priv.

4 komentarze :

  1. Naciągacze i tylko. Nie ufam siłowniom itp., które każą podpisywać ze sobą umowę na co najmniej rok czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie stać mnie na tak drogą rozrywkę, więc na pewno nie skuszę się na żadne kluby fitness. Ja często oglądam różne ćwiczenia na YouTube i jak na razie jestem zadowolona z efektów. Grunt to systematyczność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi przykro,że Cię to spotkało. Niech ten post będzie przestrogą dla innych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja ciocia chodzi tam gdzie ty chodziłaś od maja, utrata 10 kg, bez koncepcji żywieniowej, bo nie ma czasu tam chodzić. Chodzi tylko na treningi i ćwiczy z jedną, cały czas tą samą trenerką. Ona sobie bardzo chwali. Ale różnie bywa, czego jesteś przykładem. Ja chodzę do dietetyka i na początku było ok, potem już nie, bo biorę leki, przy których trudno schudnąć i pewnych rzeczy nie przeskoczę. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.