poniedziałek, 4 grudnia 2017

Ledwo się grudzień zaczął, a ja już chora...

Cześć!

Jak Wam minął weekend? U mnie oczywiście pierwsza choroba tej "zimy". Coś grypopodobnego, pewnie efekt stresowego obniżenia odporności.

Teraz nawet chorowanie jest takie nijakie, od kiedy nie ma mojego termoforka. Oj, ledwo dwanaście dni minęło, a mnie się wydaje, że wieki.

Co by było śmieszniej, to byłam się w piątek zapisać do nowego POZ. I mówię sobie tak, a umówię termin od razu, bo bark co raz częściej dokucza, ręka drętwieje i generalnie jest do d.. . Dostałam termin na środę, no i tak się brzydko złożyło, że głównym bohaterem nie będzie ręka, tylko najpewniej gardło/płuca. Tak to tylko ja potrafię :)

W piątek także moja umowa wydawnicza nabrała mocy urzędowej. Jeszcze tylko 3 kroki z mojej strony i najpewniej w maju/czerwcu "Lawendowe nuty" ukażą się na rynku nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro.

Bardzo się cieszę, że w końcu coś ruszyło i przy próbie wydania następnej książki nie będę już debiutantem.

A jak Wam minął weekend? Czujecie już Święta ?

3 komentarze :

  1. Zdrówka życzę. Ja nie przepadam za świętami. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego przeczytaj moją recęzje książki Krystyny Mirek Światło w cichą noc.
    Zapraszam na bloga.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety w tym okresie, szczególnie listopadowo-grudniowym trzeba na siebie najbardziej uważać i dbać o odporność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety też już zdążyłam się pochorować, klimatu świątecznego nijak nie widzę i mam dość wszystkiego. Jednak jutro jadę po prezenty i mam nadzieję, że humor też się poprawi =)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.